Creatio Fantastica

Creatio Fantastica # 26

Creatio Fantastica XXVI

Bez wstępu. Oby do rzeczy.



Steampunk plus

 

Książkowit, bóg czytelnictwa, zrządził, że dwie ostatnio czytane przez mnie książki zupełnie przypadkowo zasadzają się na tym samym pomyśle wyjściowym. Zarówno Hybrydy Sawyera, o których piszę tutaj, jak i pierwszy tom Zadry Krzysztofa Piskorskiego pokazują rozdarcie rzeczywistości. Mam tu na myśli odkrycie, że nasza Ziemia nie jest jedyną Ziemią. Tuż obok, na wyciągnięcie ręki, komputera kwantowego Barastów czy bramy etherowej (jak w Zadrze właśnie) znajduje się inny świat. W powieści Sawyera, której ostatni tom właśnie się ukazał, Ziemie rozdzieliły się 40 tysięcy lat temu. U Piskorskiego rozszczepienie między światami nastąpiło gdzieś w pierwszych wiekach naszej ery, natomiast różnica między „etherową” Francją a „naszym” biegiem historii zaistniała w 1801 roku.

 

Akcja powieści dzieje się w roku 1819, w rzeczywistości, która za sprawa odkrycia etheru i możliwości kryjących się w jego eksploatacji, potoczyła się inaczej. Oto Napoleon zwycięża w Bitwie Narodów pod Lipskiem w 1813 roku, w czym niebagatelny udział miały baterie dział etherowych. Wiktoria skutkuje tym, że Cesarstwo Francuskie istnieje dalej i pod światłym przewodem Napoleona Bonapartego jest potęgą i głównym graczem na politycznej mapie Europy. Ether dał Cesarstwu niesamowitego „kopa” inwestycyjno-technologicznego. Projektuje się etherowe maszyny liczące, a nad głowami paryżan śmigają wagoniki etherowej kolejki. Niestety, naukowcy jeszcze nie wszystko wiedzą o tej tajemniczej substancji, a już zupełne psikusy wyprawia czysty ether, który swoimi nagłymi erupcjami w postaci kul i błyskawic potrafi poczynić ogromne spustoszenia – na przykład zniszczyć przęsła i zdruzgotać dźwigary jednej z linii paryskiego podniebnego etherobusu.

 

Właśnie taką komunikacyjną katastrofę obserwuje jeden z głównych bohaterów Zadry w początkowej scenie powieści. Protagonistą tym jest Maurice Dalmont, niedoceniany naukowiec, starający się o publikację artykułu w jednym z naukowych żurnali tego alternatywnego Paryża AD 1819. Do publikacji ostatecznie nie dochodzi, ale los rekompensuje mu to, czyniąc jego osobę obiektem zainteresowania ze strony jednego z luminarzy nauki o etherze – profesora Beulaya. Perypetie Dalmonta to główny wątek fabuły części „paryskiej”. Główny, ale nie jedyny. Paryż, stolica naukowa Europy, jest miejscem walk wywiadów, skrytobójczych mordów i mrocznych intryg, które Piskorski również nam przybliża. Drugim planem fabularnym Zadry jest Nowa Europa, czyli wersja naszego kontynentu kryjąca się po drugiej stronie etherowych bram. Tam właśnie trwa walka o terytoria, tam wysyła się (via Bramy) tysiące żołnierzy, dział, wszelkiego sprzętu. Swoje wrota, oprócz Francuzów, mają Rosjanie, którzy z kolei wspomagają w pracach nad Bramą swych sojuszników – Prusaków. Nad własnymi instalacjami pracują też Anglicy i Amerykanie.

 

Zadra tom 1 - okładka

 

Tam znajduje się też ziemia obiecana dla Polaków. Po tej stronie etherowej bramy Królestwo Polskie istnieje, a jakże, w granicach Księstwa Warszawskiego, z Józefem Poniatowskim jako władcą. Bonaparte, niczym Zagłoba królowi szwedzkiemu Niderlandy, obiecał Polakom ziemie od Uralu aż po Odrę, czyli niemalże imperium. Trzeba je sobie tylko, bagatela, wywalczyć. W Nowej Europie bowiem stacjonują już wojska zapiekłych wrogów Napoleona – Rosjan i Prusaków. Nikt inny nie będzie przeszkadzał, jako że „nowoeuropejczyków”, czyli tubylców z drugiej strony lustra etheru jest ledwie garstka. Idą więc przez bramy te kontyngenty wojskowe, ale też naukowcy i kartografowie, chcący zdystansować naukowe osiągnięcia ekspedycji egipskiej sprzed kilkunastu lat. Oprócz żołnierzy i naukowców podążają do Nowej Europy setki paryskich mętów, kryminalistów i kurew, mających stać się forpocztą nowego ładu cywilizacyjnego.

 

Ale tamten ląd spowity jest mgłą jakiejś tajemnicy. Giną tutaj całe ekspedycje naukowe, żołnierze przepadają bez wieści, w potężnych puszczach złowieszczo szumią drzewa. Symbolem tej tajemnicy są ruiny nazwane Onireikonem, w których bez śladu zniknęło kilku żołdaków, a których to ruin złowrogą i ponurą atmosferę świetnie pokazał autor, w listach od polskiego oficera Stanisława Tyca do narzeczonej.

 

Mamy więc w przypadku tomu pierwszego Zadry do czynienia z przyjemnie przyrządzonym koktajlem steampunka i vernowskiego romansu naukowego. Tak jak jej antenaci, Zadra nie jest wolna od dłużyzn, od których, niestety, wieje nudą. A przecież właśnie dlatego mało kto dzisiaj czyta Verne'a czy Le Rouge'a, że formuła klasycznego romansu naukowego przestała być atrakcyjna dla czytelników. Doceniam wysiłek, jaki włożył autor w odmalowanie realiów etherowej Francji AD 1819, czy w szczegóły batalistyczne, ale miałem w trakcie lektury kilka ziewnięć i przeskoków do przodu. To cena, jaką autor płaci za hołd Verne'owi. Myślę, że dzisiaj miałbym również kłopot z przeczytaniem Tajemniczej wyspy od deski do deski.

 

Słowa uznania należą się Piskorskiemu za umieszczenie w fabule Zadry wątku „sprawy polskiej”. Legioniści Nadwiślańscy zdają sobie sprawę, że to, co dotychczas dostali za nadstawianie karku za Bonapartego, to mało. Ich goryczy nie łagodzą też wspomniane wcześniej, niemalże imperialne obietnice cesarza Francuzów. Żołnierze żywo komentują i kontestują zaistniałą sytuację, co stanowi punkt wyjścia dla ponadczasowych refleksji autora na temat patriotyzmu, jego natury i przyszłości. Padają ważkie pytania o sens ginięcia „na skinienie obcej ręki”, a wśród żołnierzy są zarówno Rzecko-podobni wyznawcy Bonapartego, wierzący, że tylko pod jego przewodnictwem i u jego boku doczekają Polski w należnej jej granicach, jak i tacy, którzy walczą, bo niczego innego nie potrafią robić. Scena rozmowy legionistów przy ognisku i flaszeczce gorzałki jest chyba jedną z najmocniejszych w powieści.

 

Zadra wpisuje się w mocno ostatnio obecny w naszej fantastyce nurt steampunkowy, ale jest to steampunk plus, bo przecież poszerzony o refleksje natury niemalże historiozoficzno-politycznej, o próby wiwisekcji zjawiska „polskości”. Tak jest w Lodzie Dukaja, Karnawale Nowaka, teraz w Zadrze. W przygotowaniu w Runie jest powieść Macieja Guzka, którą będzie można zapewne dołączyć do tej listy.

 

Apropos wydawcy. Z wielkim uznaniem przyjmuję nową politykę marketingową Runy. Ostatnio wydane przez nią pozycje mają swoje podstrony internetowe na witrynie wydawnictwa, gdzie można znaleźć dodatkowe informacje dotyczące fabuły książek. Nie inaczej jest w przypadku Zadry. Booktrailer, wprowadzenie do wykreowanego przez Piskorskiego świata plus „zwykłe” dodatki, jak tapeta na pulpit... to trzeba zobaczyć. Być może niedługo będzie to standard w naszych wydawnictwach.

 

Andrzej Miszczak

 

Krzysztof Piskorski - Zadra, tom 1

Agencja Wydawnicza Runa, 2008

ISBN: 978-83-89595-46-1