Creatio Fantastica # 26
Creatio Fantastica XXVI
Bez wstępu. Oby do rzeczy.
Powrót babuni
Drugie wydanie Opowieści z Wilżyńskiej Doliny autorstwa Anny Brzezińskiej nie zostało poszerzone o żadne z opowiadań o Babuni Jagódce, które ukazały się po 2002 roku. Zresztą, tych tekstów nie było znów tak wiele – sam jestem w stanie przypomnieć sobie całe dwa, jeden zamieszczony w antologii Księga smoków (także opublikowanej przez Runę), drugi – jakoś niedawno w „Science-Fiction, Fantasy i Horror”. O żadnym z nich nie będę się wypowiadał, bo nie miałem do tej pory z nimi przyjemności.
Można jeszcze wspomnieć, że autorka w tak zwanym międzyczasie zajmowała się szlifowaniem sagi o zbóju Twardokęsku, wydała też zbiór Wody głębokie jak niebo, a obecnie pisze wielotomową historię o alternatywnej pierwszej wojnie światowej, której dwie części, Za króla, ojczyznę i garść złota oraz Na ziemi niczyjej już się ukazały.
Oba powyższe akapity to wyraz pewnej bezradności recenzenta – trudno mi tak po prostu napisać to zwyczajowe, charakterystyczne dla recenzji kiepskiej jakości zdanie, że książkę się fajnie czyta. O zawartości zbioru wypowiedziało się wiele osób (część z nich bardzo mądrze) siedem lat temu i wtedy był właściwy czas na jego recenzowanie. Naprawdę nie uważam, by było konieczne przekopywanie się przez wszystkie dostępne teksty, by obmyślić taki sposób podejścia do Opowieści..., na który nikt nie wpadł; by dokonać absolutnie oryginalnej analizy. Wyważanie dawno już otwartych drzwi tym bardziej nie ma sensu. Można śmiało przypuszczać, że na przykład stawiając Babunię Jagódkę obok Babci Weatherwax (najbardziej oczywisty trop we współczesnej fantastyce) zanudzę czytelników i doprowadzę do rozpaczy autorkę, która to porównanie słyszała/czytała już może nawet setki razy. Nie mam takiego komfortu jak obecny w tym numerze Jacek Sobota, który może spojrzeć na Trudno być bogiem Strugackich z perspektywy ponad czterdziestu (!!!) lat od daty powstania powieści i poświęcić pewną część tekstu na rozważania o aktualności dzieła, by w ten sposób, jak ponoć powiedział, zmierzyć się z legendą.

Zatem: proszę w akapitach poniżej nie spodziewać się cudów.
Opowieści z Wilżyńskiej Doliny w wersji z roku 2009 od swej poprzedniczki różnią się jedynie w niewielkich szczegółach – tu poprawiono jakąś literówkę, tam przeredagowano zdanie. Największą zmianę wprowadzono na okładce – zamiast mistycznej ilustracji stworzonej przez panią o anglo-dalekowschodnim nazwisku, mamy moim skromnym zdaniem średnio ładną, ale swojską grafikę autorstwa Daniela Grzeszkiewicza. W zasadzie, gdyby złożyć je razem, uzyskalibyśmy pełny obraz postaci – nie wolno zapominać, że złośliwa stara wiedźma i „młoda i piękna” (serio!) Pustułka, bohaterka bardzo melodramatycznej historii i córka jednego z miejscowych bogów, to ta sama osoba. Co prawda narrator opowiadań próbuje nas przekonać, że bohaterkę łupie w krzyżu i łamie w kościach, lecz biorąc pod uwagę konwencję tej historii, wcale bym się nie zdziwił, gdyby bohaterka występowała pod postacią paskudnej staruchy, bo tak jest znacznie łatwiej.
Fantasy w wydaniu Anny Brzezińskiej jest bowiem zabawą godną Stańczyka – za fasadą błazenady na poziomie fabularnym i narracyjnym o wiele łatwiej przemycić szczere, czasem cyniczne opinie o rzeczywistości, która, gdyby nie została uczyniona śmieszną, byłaby żałosna i beznadziejna.
Wyobraźmy sobie na przykład „młodą i piękną” Pustułkę zaprowadzającą te same porządki co Babunia Jagódka w tejże samej Wilżyńskiej Dolinie. Starej wiedźmie nie dała rady banda grasantów, bo zaczęli się przy niej zachowywać jak paskudne „czarne charaktery” starych filmów, którzy prowadzili długie, buńczuczne monologi, stojąc nad zniewolonymi kobietami, dając czas głównemu bohaterowi na zorganizowanie Ratunku W Ostatniej Chwili. Chłopi nie byliby tak subtelni i urodziwą czarownicę po prostu załatwiliby cichcem i od tyłu, a przedtem (a może i potem) jeszcze sobie poużywali.
Z drugiej strony, jeśli Pustułka okazałaby swoją moc i przejęła władzę, zajęłaby zapewne miejsce władyki i być może zdrowo zatrzęsła okolicą. Tylko po co? Mądrość setek (?) lat przezytych na ziemi podpowiada, że znacznie lepiej jest zostawić wszystko tak, jak jest. Co prawda życie wieśniaków z doliny nie przypomina opiewanej przez poetę wsi spokojnej, wsi wesołej, ale... toczy się. I jest. Nikt tu nie potrzebuje władczyni o mrocznym spojrzeniu utrzymującej męski haremik. Paskudna zielarka, którą wszyscy zarazem poważają i zwalczają, znacznie bardziej pasuje do konwencji.
Konwencję zaś już doskonale znamy, bo Anna Brzezińska nie jest pierwszą, która zaproponowała nieco cyniczne trawestacje baśniowych motywów, zastępując opowieść o tym, że bohaterowie pocierpieli nieco (albo bardziej) a potem zwyciężyli i żyli długo i szczęśliwie, znacznie bardziej realistyczną wersją wydarzeń. Zanim powstał zbiór, jedno z zamieszczonych w nim opowiadań otrzymało nagrodę imienia Janusza A. Zajdla, a drugie było w gronie nominowanych, co, jak sądzę, świadczy o tym, jak ów schemat autorka opanowała.
Biorąc pod uwagę mój stosunek do recenzowania znanych i popularnych dzieł w czasie, gdy opadło już uniesienie związane z ich publikacją, ale nie nabraliśmy jeszcze odpowiedniego dystansu, by ocenić rzeczywistą wagę książki dla prądu literackiego, czy nawet całej kultury, uważam, że i tak napisałem wyjątkowo dużo, a na dodatek niemal wyłącznie pozytywnie. Na tym zatem zakończę rozważania o książce.
A ostatni akapit tego tekstu poświęcę temu, co przy okazji recenzowania pierwszego tomu Zadry zauważył Andrzej Miszczak. Chwała Runie za nowoczesne i oryginalne sposoby promowania książek. Szkoda tylko, że czasem jakość reklamy jest wyższa niż jakość dzieła przez nią promowanego...
Sławomir Spasiewicz
Anna Brzezińska, Opowieści z Wilżyńskiej Doliny
Agencja Wydawnicza Runa, 2009 (wydanie 2)
ISBN: 978-83-89595-50-8












