Creatio Fantastica # 26
Creatio Fantastica XXVI
Bez wstępu. Oby do rzeczy.
Bardzo straszny duet
Jeśli horror powinien być straszny (a powinien!), to wyznacznikiem dobrej grozy jest dreszcz emocji oraz niepokój, które przeżywa czytelnik podczas lektury. Opcjonalnie – horror może być makabryczny bądź groteskowy, ewentualnie na tyle metafizyczny, że aż niezrozumiały (boimy się tego, czego nie znamy i poznać nie możemy), ale nie może popadać w przesadę. Jednocześnie tekst zaliczający się do tego gatunku musi budzić ciekawość zgoła mocniej, niż w przypadku utworów z innej półki – dzieje się tak dlatego, iż strach musi być przyjemnością, a także podróżą, której ostatnim przystankiem są granice ludzkiej wytrzymałości. Jeśli czytelnik dociera do tego punktu i nie potrafi czerpać z tego radości oraz pewnej nauki – rzecz jest nieudana.
Lekcja ta właściwie dotyczy każdego utworu literackiego, jednak groza, czyli gatunek teoretycznie dość luźny (żeby nie rzec – dowolny) – taki, w którym można odejść od utartych schematów na rzecz nieskrępowanej wyobraźni, łamiący konwencję rozrywkowości już na starcie (bo rozrywkowość jest tu pojęta jako zabawa uczuciami strachu oraz niesmaku), jest idealnym przykładem. Bardzo trudno jest napisać dobry horror. Trzeba odpowiednio ważyć proporcje, przesada nie służy tej literaturze. Realność mieszająca się ze światem mistyki, świat zbrodni i potworów przeciwko typowo ludzkim lękom – pisarz, któremu pióro omsknie się zbyt daleko w którąkolwiek ze stron, przegrywa. Znowuż ten, który zasad tych trzymał się będzie zbyt kurczowo, napisze zwykłe czytadło, ledwie wprawkę, choć solidnej jakości. Tylko ten, który świadomie, z rozmysłem, przekroczy wszelkie normy, jest w stanie napisać arcydzieło.
Nauka ta dobrze jest znana Kazkowi Kyrczowi i Robertowi Cichowlasowi. Dwaj autorzy w swojej książce Twarze szatana pokazują, iż wiedzą, gdzie leżą odpowiednie proporcje, a także, że w niektórych momentach potrafią śmiało je zburzyć i zdefiniować na nowo. Są pisarzami pełnymi – świadomymi swoich silnych oraz słabych cech. Potrafią je umiejętnie uwypuklać oraz maskować, tworząc utwory, przy których czytelnikowi niejeden raz dreszcz przejdzie przez plecy. To rzadkość, bo ich teksty są w gruncie rzeczy proste, oparte na niezbyt skomplikowanych pomysłach, napisane stylem oszczędnym, ale jednak porywające i zastanawiające. Dużo w tym zasługi Kyrcza, który na poletku horroru spędził sporo czasu i okrzepł. Znowuż Cichowlas, pisarz młody stażem, choć szczycący się już współautorstwem dwóch zbiorów opowiadań, pisze świeżo, choć na pierwszy rzut oka podąża utartą ścieżką zagranicznych mistrzów grozy (dużo w jego tekstach z Mastertona, sporo z Kinga, trochę z Koontza). Nie wstyd to jednak – tworzyć prosto, budować solidne konstrukcje o dość ciekawych kształtach, czasem wykrzywionych, czasem po prostu niepokojących. Umieć napisać horror – to sztuka!
Twarze szatana to dwadzieścia dwa opowiadania, których przynależność gatunkowa jest oczywista – to horror w najczystszym wydaniu, bez zbędnych domieszek. Stężenie wywoływania strachu jest w tych opowieściach wysokie, a to najważniejsze. Kyrcz z Cichowlasem straszą przemocą przemieszaną z mistyką, ponurymi wizjami i psychologiczną grą w kotka i myszkę z czytelnikiem. Nie idą odbiorcy na rękę – bywa, iż nie podają rozwiązań, nie wyjaśniają tajemnic, ani nie silą się na logiczne uzasadnienia czynów swoich bohaterów. Można rzec, że to błąd, jednak tak naprawdę w tym tkwi siła tego zbiorku. Poza tym Twarze są bezpretensjonalne – autorzy nie pretendują do miana znawców rzeczywistości, do tytułu wnikliwych obserwatorów. Nie opisują też światów, które są zbyt dalekie od tego, który znamy. Ewentualnie odbijają go i modyfikują tak, by fascynował i wydawał się nie do końca zrozumiały. Gdyby poszli w drugą stronę i zamiast konsekwentnego budowania realizmu jedynie przeplatanego momentami psychologicznej metafory pisaliby pełnymi dziwnych fantasmagorii historiami, wyszłoby z pewnością nie tak dobrze.
Silny jest początek – przejmujący Lament Cichowlasa, opowieść o przypadkowym zabójstwie w szczęśliwej rodzinie i odszukiwaniu się zbłąkanych dusz; brawurowa Nowa wanna Kyrcza ujmująca problem bezlitosnego zabijania przez osobę na pierwszy rzut oka normalną i niewyróżniającą się z tłumu; a także koniec – niezbyt oryginalna, ale przerażająca historia małżeństwa, które przeżywa kryzys, ale usilnie próbuje pomóc bratu przechodzącemu załamanie nerwowe, czyli Poświęcenie autorstwa Kyrcza i Cichowlasa; dobrze napisana Esencja. Zbiorek bazuje przede wszystkim na krótkich tekstach, w których zaskoczenie czytelnika jest elementem najważniejszym. Dłuższe utwory są niestety słabsze i zdecydowanie bardziej męczące. Brak im czegoś, jakiejś ostatecznej klamry, która by je dopięła.
Na pierwszy rzut oka Twarze szatana to jarmarczna groza, jakiej pełno na polskim rynku, jednak zdecydowanie przewyższa ona cekiniarskie dokonania innych autorów horrorów. Tajemnicza, pełna szaleństwa i skrzywień widocznych dopiero po nabraniu odpowiedniego dystansu. Najważniejsze, że naprawdę budzi przerażenie i fascynację. Podczas lektury zbiorku rodzi się pytanie – ile obok nas jest ludzi, których życie połamało tak bardzo, że są w stanie posunąć się do najgorszych rzeczy? O takich ludziach i takich ekstremalnych sytuacjach opowiadają autorzy. I bardzo ważna to lekcja.
Emil Strzeszewski
Kazimierz Kyrcz Jr, Robert Cichowlas, Twarze szatana
Grasshopper, 2009
ISBN: 978-83-6172-504-6












