Creatio Fantastica

Creatio Fantastica # 26

Creatio Fantastica XXVI

Bez wstępu. Oby do rzeczy.



Mniejsza część większej ofensywy

 

 

To pierwsza książka Jakuba Ćwieka ukazująca się poza Fabryką Słów, ale nie tylko to odróżnia ją od innych dzieł tego autora. Ofensywa szulerów wyróżnia się dość wyraźnie się na tle jego wcześniejszych dokonań. Jest po prostu… inna.


Druga wojna światowa to największy konflikt dwudziestego wieku. W książce Ćwieka walczyli w niej nie tylko ludzie, a sama walka toczyła się na różne – niekoniecznie racjonalne i konwencjonalne – sposoby. Ofensywa… to trzy historie niemające z sobą prawie nic wspólnego i opowiadane przez trzy nieznające się osoby. Każda opowieść napisana jest odmiennie niż reszta, co nasuwa skojarzenia z Dekameronem Giovanniego Boccaccia, oraz z Hyperionem Dana Simmonsa. Konstrukcja fabuły nie jest więc nowatorska, ale w tym wypadku sprawdza się bardzo dobrze. Dzięki temu każdy może znaleźć to, co najbardziej mu odpowiada – przygodowo-szpiegowską intrygę Maskelyne’a, awanturniczą, pełną fantastyki historię polskiego pilota albo nostalgiczną, pobudzająca do refleksji opowieść Leni.

 

Ofensywa szulerów jest dziełem w pewnym sensie sprzecznym. Bo bez wątpienia jest to książka rozrywkowa, napisana lekkim językiem i – wydawałoby się – nie całkiem poważna. Z drugiej strony, świadomie lub nie, autor dotyka ciekawych problemów. Granica pomiędzy magią a jedynie iluzją czy kłamstwem potrafi być bardzo cienka. Na różnych poziomach dajemy się oszukiwać, bo chcemy być oszukiwani. Ktoś po prostu daje nam złudzenie tego, czego bardzo pragniemy, a już my sami nazywamy to magią.

 

Tym właśnie była dla mnie opowieść Smitha i Marthy. Każda w nieco inny sposób pokazuje, jak można ludzi omamić. Każda z nich ma pewne potwierdzenie w rzeczywistości i nie jest od początku do końca wymysłem autora. Wyczyny Smitha (Jaspera Maskelyne’a) to przykład manipulacji ludźmi. Niby cudownej mistyfikacji, ale podobne rzeczy są przecież wykonalne. Opowieść Marthy (Leni Riefenstahl) traktuje o tym, jak Adolf Hitler dochodził do władzy i o tym, jak korzystał z propagandy. Dobrze widać, jak potrafił „oczarować” ludzi.

 

Ofensywa szulerów jest niewątpliwie książką rozrywkową, ale tkwi w niej drugie dno – potrafi skłonić do refleksji nad sposobami manipulacji oraz iluzji.

 

 

Ofensywa szulerów - okładka

 

 

Cieszy fakt, że opowieści różnią się od siebie pod kilkoma względami. Nie tylko toczą się w różnych czasach, ale też są pisane w nieco inny sposób. Historia polskiego lotnika jest bardziej nacechowana emocjami i osobistymi komentarzami niż angielskiego magika. Dopasowanie do postaci tego, co mówią, a także jak mówią, poprawia ich wiarygodność.

 

Choć akcja książki umieszczona jest w okresie drugiej wojny światowej i nie jest całkowitą fikcją, to trudno ją traktować jak powieść historyczną. Nie sądzę, by taki był też zamysł autora (moje zastrzeżenia budzi co prawda tło historyczne pierwszej opowieści i mam wątpliwości czy od maja 1940 roku bohaterowie mogli poruszać się tak swobodnie po Europie). Ćwiek starał się wspomnianą epokę ukazać wiarygodnie i trzeba przyznać, iż jest przekonujący. Nie zauważyłem nic, co by rażąco przeczyło historii. Nie wykluczam, że znawca tamtej epoki może znaleźć jakieś niedociągnięcia, nie zmienia to jednak faktu, że tło historyczne jest odmalowane starannie.

 

Aczkolwiek jest też niestety niezbyt szczegółowe. Co prawda pozwala to skupić się na innych elementach opisanej przygody, jednak nieco rozczarowuje, bo autor intryguje, ale nie posuwa się dalej. Można mieć wrażenie, jakby sama wojna miała ledwie mały wpływ na otaczający świat. Poza najbliższym otoczeniem bohaterów nie widać jej skutków. I to razi – Ćwiek przykłada się do szczegółów, omijając ważniejsze elementy.

 

Ofensywa Szulerów jest początkiem większej historii i służy głównie wprowadzeniu do akcji bohaterów oraz zakreśleniu ich profili osobowościowych. Po zakończonej lekturze miałem więc pewien niedosyt, bo tak naprawdę przeczytałem jedynie wstęp do czegoś większego. Bardzo niewiele wiadomo o tym, co Brown, Smith i Martha robili podczas całej wojny. To sprawia, że czuję się tak, jakbym próbował oceniać książkę po przeczytaniu tylko kilku rozdziałów. Jednak ów zalążek nie zniechęca i na pewno warto sięgnąć po kontynuację.

 

Komu mogłaby się ta książka spodobać? Na pewno fanom wcześniejszej twórczości autora, ale też tym, którzy opowieściami o Lokim nie byli zachwyceni. Ofensywa jednak jest nieco inna. Czy lepsza? Bardzo możliwe, że najlepsza w dotychczasowym dorobku autora, jednak ocena ta jest wybitnie uzależniona od czytelniczych oczekiwań. Wielbiciele Lokiego muszą być gotowi na zmianę, a ci, którzy się wcześniej sparzyli, teraz mogą dać autorowi szansę.

 

W powieści nie zalazłem niczego, co mógłbym określić jako jakąś wyraźną wadę. Z wielkimi plusami i zachwytami też jest słabo. Oceniam ją więc umiarkowanie dobrze, jako ciekawą rozrywkę i część większej całości.

 

Maciej Pitala

 

Jakub Ćwiek, Ofensywa szulerów

Runa, 2009

ISBN: 978-83-89595-55-3