Creatio Fantastica # 26
Creatio Fantastica XXVI
Bez wstępu. Oby do rzeczy.
Horror, horror
Na tylnej stronie okładki opublikowanego przez wydawnictwo Atropos zbioru Dawida Kaina Makabreski można przeczytać między innymi, iż teksty w nim zawarte składają się na wyczerpujący obraz twórczości autora. Mocna to deklaracja – dostajemy nawet nie literacki odpowiednik płyty The Best Of..., tylko swoiste podsumowanie drogi pisarskiej. Zerwanie wszystkich zasłon i zdjęcie wszystkich masek, po którym powinno się albo zamilknąć, albo zacząć zupełnie od nowa. Należy się zatem spodziewać, że niecałych stu osiemdziesięciu stronach poznamy bogactwo języka i wyobraźni twórczej, ulubione gatunki literackie autora, kondensacji ulegnie także sens i cel przekazu.
Jeśli więc prawdą jest, że od jakiegoś czasu Dawid nie ukończył żadnego nowego tekstu literackiego, wypada tylko mu życzyć, by, gdy (jeśli?) kiedyś przeprosi się ze swoim natchnieniem, kolejne opowiadanie (a może coś większego?) faktycznie rozpoczęło nowy rozdział jego życia.
A ja tymczasem skorzystam z okazji i dokonam krótkiej analizy z elementami interpretacji niektórych elementów owego wyczerpującego obrazu twórczości.
Systematyka – gatunki literackie:
Autor dotychczas ograniczał się głównie do krótkich form – opowiadań czy nowel, choć ma na koncie także powieści (akurat żadna z nich nie jest zawarta w tym zbiorze, drukiem ukazała się dotąd jedna, Prawy, lewy, złamany) i mikropowieści (w Makabreskach reprezentowane przez Dziwną stronę miasta). Jednak tym, co odróżnia go od przeciętnego twórcy, jest upodobanie do tworzenia anegdot grozy, czyli właśnie makabresek. Kain porywa się w nich na krótkie, szkicowe opisy sytuacji (Słuch absolutny) bądź postaci (Wybitny talent), czasem dialogi (Rozmowa ze Śmiercią), które zgrabnie podsumowuje pointą zmieniającą zupełnie sposób, w jaki patrzymy na wykreowaną rzeczywistość.
Może to właśnie ta konwencja jest tak długo poszukiwanym „sposobem na polski horror”? Jeśli Polacy mają problem z napisaniem historii grozy, to dlatego, że u jej podstaw leży zaburzenie w poukładanym, zrozumiałym i sympatycznym świecie. A my od lat żyjemy w rzeczywistości, która jest albo „nie nasza”, narzucona przez Innych, albo po prostu obrzydliwa i cuchnąca, wzbudzająca nie litość, lecz zażenowanie. Makabreska Dawida Kaina paradoksalnie może być traktowana jako sposób na oswojenie świata, gdyż pełni podobną rolę co dowcip w PRL. Pokazuje rzeczywistość w krzywym zwierciadle. A skoro skrzywiona i obmierzła jest nasza realność, jej ponowne odkształcenie ujawnia pewien porządek, który może wzbudzić w nas tylko śmiech lub strach. Najczęściej wzbudza jedno i drugie.

Groza – źródła, inspiracje, konsekwencje:
Autor przyznaje się do inspiracji między innymi Franzem Kafką, Williamem S. Burroughsem, Samuelem Beckettem, Anthonym Burgessem i Philipem K. Dickiem. Jeśliby poszukać cechy wspólnej wszystkim tym pisarzom, to jako pierwsze narzuca się zwątpienie w sens, celowość, a może nawet w realność otaczającej nas rzeczywistości. Kain także stara się podążać tym tropem.
W trakcie lektury Makabresek poznamy dziewczynę, która z bezsensownego, okropnego życia ucieknie w identyczne piekło (Drzwi) oraz ludzi, których codzienna egzystencja jest koszmarem stworzonym przez kogoś z zewnątrz (Votey, Błogosławiona) lub własny chory umysł (Płaczka, Anatomia szaleństwa). Doświadczymy walki o życie (?) postaci, które orientują się, że albo są wytworami czyjegoś umysłu (Nocna audycja, Życie po, Kłopotliwy mieszkaniec) albo całkowicie zależą od istnienia innych (Ręka Hitlera, Drugi oddech). Na sfingowaną rzeczywistość spojrzymy zarówno z perspektywy reżysera (Hodowla) jak i jego ofiary (Rozmowa ze Śmiercią).
Sam układ tekstów w Makabreskach też jest swoistą opowieścią. Zaczynamy od poznania losów pisarza, któremu życzliwy agent literacki dostarcza przeżyć stymulujących natchnienie. Zbiór opowiadań, które mogłyby powstać pod piórem nieszczęsnego Wojtka Topolskiego, zamyka mikropowieść o naćpanym twórcy, który poszukuje wydawcy dla swej debiutanckiej powieści, której naćpany bohater jednocześnie poszukuje wydawcy dla swej debiutanckiej powieści i rozwiązuje zagadkę wszechświatowego spisku.
Dziwna strona miasta jest ilustracją procesu twórczego – autor nie tylko tworzy historie grozy, lecz także przez nie jest kształtowany, sam staje się ich częścią. Manipulująca pierwszoosobowym narratorem powieści fikcja literacka wkracza również w prawdziwe życie, bo przecież „Dawid Kain” to pseudonim, który przywołuje określone skojarzenia. Autor zbioru mianuje się zarazem królem-natchnionym przez Boga poetą i bratobójcą, co już samo w sobie stanowi świetny materiał na powieść grozy.
A przecież przerazić może jeszcze czytelników – i samego twórcę – przekonanie, które przebija z Dziwnej strony miasta, przekonanie o zużyciu i wyczerpaniu wykorzystywanych motywów. Narrator mikropowieści co chwilę ostentacyjnie stylizuje się na któregoś z wymienionych jako źródła inspiracji pisarzy, przywołując tropy podejmowane już przez siebie i tylu innych przed nim, zmuszając się do kpin, pastiszów, parafraz... Za tym wszystkim nie podąża jednak poczucie tworzenia (i odbioru) czegoś nowego. Jeśli przyjąć, że bohaterem-narratorem-autorem Dziwnej strony miasta jest Wojtek Topolski, to należałoby myśleć o niej raczej jako o krzyku rozpaczy człowieka, który wykorzystał już wszystko, co mógł, a nadal jest przez jakąś tajemniczą siłę zmuszany do pisania. Dawid Kain w swej demiurgicznej łaskawości zezwala powieści na pozytywne zakończenie, ale czy podobną chęć wyraża dwudziestodziewięcioletni mężczyzna, który stworzył Dawida Kaina?
Język i warsztat:
„Firmowy gatunek literacki” Dawida Kaina wymusza zastosowanie określonej konwencji językowej. Pisząc makabreskę autor posługuje się prostym językiem, krótkimi zdaniami, ograniczając do minimum opisy. Jak w klasycznej anegdocie, rzuca krótkie wprowadzenie, a następnie na przestrzeni kilku(nastu) linijek zamyka całość opowiadanej historii. Odbiorca zarazem doznaje satysfakcji płynącej z treściwości przekazu i odczuwa grozę bijącą z opowieści.
Makabreska ma jednak poważną wadę – nie sprawdza się jako główny środek wyrazu. Nawet kilkadziesiąt wycyzelowanych tekstów literackich zrealizowanych w tej konwencji złożyłoby się na zbiór wielkością i objętością przypominający tomik wierszy. A do czytania takich opowieści nie zasiadałoby się przecież jak do normalnej książki! Lektura zbioru makabresek przypominałaby raczej podziwianie obrazów w galerii – aby wszystkie w pełni zrozumieć, należałoby poświęcić każdemu z osobna co najmniej jedną wizytę.
Stąd zatem konieczność publikacji Makabresek, antologii, w której makabreski pojawiają się tylko co jakiś czas, jako kontrapunkt dla bardziej rozbudowanych opowiadań.
I tu dochodzimy do tego, co ogranicza Dawida Kaina jako pisarza – nie wykazuje on bowiem chęci tworzenia długich tekstów. Nawet jego powieść nie poraża objętością. W opowiadaniach zawartych w Makabreskach nie ma rozmachu nowych światów, a narracja koncentruje się niemal wyłącznie na wątku głównym. Teksty tworzą zamkniętą całość i nic nie zaprasza czytelnika do rozbudowywania czy kontynuacji historii we własnej wyobraźni. Wszystko, co autor chciał powiedzieć, zostaje powiedziane, a to, o czym postanowił nie mówić, wydaje się zupełnie nieistotne.
Zastanawiam się właśnie, czy jest to zarzut, skoro wielu autorom przydałaby się umiejętność tak zwięzłego formułowania myśli, a krótkie, treściwe wypowiedzi wydają mi się o wiele bardziej sensowne od tych nadmiernie rozbudowanych.
A po deklaracji z poprzedniego zdania nie pozostaje mi nic innego, jak przyznać, że nie żałuję czasu spędzonego nad Makabreskami. W ustach człowieka nieprzepadającego za historiami grozy jest to wysoka ocena.
Sławomir Spasiewicz
Dawid Kain, Makabreski
Atropos, 2010
ISBN: 978-83-927239-1-2












