Creatio Fantastica

Creatio Fantastica # 43

CREATIO FANTASTICA 41

CREATIO FANTASTICA 41



Przestępstwo kopiowania

 

Gliniarze rozwalili kopiarkę mojego ojca, jak miałam osiem lat. Pamiętam gorący, pachnący niczym folia w mikrofalówce zapach i zawziętą koncentrację ojca, kiedy napełniał drukarkę świeżą mazią i wrażenie ciepła, jakie wydzielały świeżo skopiowane przedmioty.

 

Gliny wpadły przez drzwi, wymachując pałkami, jeden z nich wyrecytował nakaz przez megafon. Jeden z klientów sprzedał Ta. E-policja płaciła wysokogatunkowymi farmaceutykami – polepszacze wydajności, wspomagacze pamięci, metalizowane dopalacze. Te rzeczy kosztowały fortunę bez recepty; te rzeczy mogłeś skopiować w domu, jeśli nie bałeś się zaryzykować zniszczenia kuchni przez nagły atak mięśniaków, mocno wymachujących pałkami w powietrzu, niszczących każdego i wszystko na swej drodze.

 

Zniszczyli kuferek babci, ten przywieziony ze starego kraju. Rozwalili naszą małą lodówkę i filtr wodny nad oknem. Mój kanarek uniknął śmierci dzięki ukryciu się w samym rogu swojej klatki, kiedy wielka stopa w buciorach zamieniła klatkę w kupę drutu.

 

Ta. Co oni z nim zrobili? Kiedy skończyli, wyglądał jak po sprzeczce z całą drużyną rugbistów. Wywlekli go na zewnątrz i reporterzy mogli przyjrzeć się dobrze, kiedy wrzucano go do samochodu, podczas gdy policyjny rzecznik opowiadał światu o zorganizowanej szajce Ta, zajmującej się pirackimi kopiami wartymi ponad dwadzieścia milionów dolarów i jak Ta, zdesperowany przestępca, stawiał opór przy aresztowaniu.

 

Widziałam to wszystko w swoim telefonie, siedząc w resztkach salonu, patrząc na to wszystko na ekranie i zastanawiając się, jak, po prostu, jak ktokolwiek, widząc nasze małe mieszkanie w obskurnym bloku, mógł wziąć je za dom króla zorganizowanej przestępczości. Zabrali kopiarkę, rzecz jasna, i pokazywali jak trofeum reporterom. Małe pomieszczenie wyglądało przeraźliwie pusto. Jak już wstałam i podniosłam mojego biednego kanarka, postawiłam tam mikser. Był zbudowany z kopiowanych części, więc powinien wytrzymać z miesiąc, zanim będę musiała skopiować nowe łożyska i inne rzeczy. Już wtedy potrafiłam rozebrać i złożyć wszystko, co nadawało się do kopiowania.

 

Kiedy miałam osiemnaście lat, postanowili wypuścić Ta z więzienia. Odwiedziłam go trzy razy – na moje dziesiąte urodziny, jego pięćdziesiąte i kiedy umarła Ma. Minęły dwa lata, odkąd widziałam go ostatni raz i był w opłakanym stanie. Utykał po jakieś więziennej bójce i oglądał się za siebie tak często, jakby miał nerwowy tik. Byłam zakłopotana, gdy wysiedliśmy pod naszym blokiem z taksówki i starałam się trzymać dystans od tego zrujnowanego szkieletu, kiedy szliśmy do wejścia i po schodach na górę.

 

- Lamie – powiedział, kiedy usiedliśmy. – Wiem, że jesteś mądrą dziewczynką. Zorientowaną. Wiesz, gdzie twój stary Ta mógłby dostać kopiarkę i trochę mazi?

 

Zacisnęłam dłonie w pięści tak mocno, że paznokcie wbiły mi się w skórę. Zamknęłam oczy.

 

- Byłeś w więzieniu przez dziesięć lat, Ta. Dziesięć. Lat. Masz zamiar ryzykować następne dziesięć tylko po to, by skopiować kilka mikserów i trochę leków, kilka laptopów albo modnych kapeluszy?

 

Uśmiechnął się.

 

- Nie jestem głupi, Lamie. Zrozumiałem swój błąd. Nie ma ani takiego kapelusza, ani takiego laptopa, za który warto iść do więzienia. Nie mam zamiaru nigdy więcej kopiować tych śmieci, nigdy.

 

Napił się herbaty jakby to była whisky – wziął łyka i powoli, z wyraźną przyjemnością, wypuścił powietrze. Zamknął oczy i odchylił się do tyłu w fotelu.

 

- Chodź tu Lamie, coś ci powiem. Chcę ci powiedzieć, co zdecydowałem, siedząc w więzieniu przez te wszystkie lata. Chodź tu i posłuchaj swego głupiego ojca.

 

Poczułam nagły przypływ poczucia winy za ochrzanienie go. Był po prostu szalony, to było jasne. Bóg wie, przez co przeszedł w więzieniu.

 

- Co takiego, Ta? – powiedziałam, przysuwając się bliżej.

 

- Lamie, mam zamiar kopiować dużo kopiarek. Bardzo dużo kopiarek. Dla każdego. Za takie coś warto pójść do więzienia. Takie coś warte jest wszystkiego.

 

Cory Doctorow


Tłumaczenie: Krzysztof Mroczko

 

 

Tekst został udostępniony redakcji przez Autora i Tłumacza na licencji Creative Commons obejmującej Uznanie autorstwa, Użycie niekomercyjne, Publikację na tych samych warunkach. Pełny tekst licencji w wersji polskiej znajdziecie tutaj: creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/3.0/pl/legalcode.

 

Zgodnie z licencją wolno:

  • kopiować, rozpowszechniać, odtwarzać i wykonywać utwór
  • tworzyć utwory zależne

Na następujących warunkach:

  • Uznanie autorstwa  – Utwór należy oznaczyć w sposób określony przez Twórcę lub Licencjodawcę
  • Użycie niekomercyjne  – Nie wolno używać tego utworu do celów komercyjnych.
  • Na tych samych warunkach – Jeśli zmienia się lub przekształca niniejszy utwór, lub tworzy inny na jego podstawie, można rozpowszechniać powstały w ten sposób nowy utwór tylko na podstawie takiej samej licencji.

Ze świadomością, że:

  • Zrzeczenie  – Każdy z tych warunków może zostać uchylony, jeśli uzyska się zezwolenie właściciela praw autorskich.
  • Public Domain  – Jeżeli utwór lub jakiekolwiek jego elementy, zgodnie z prawem właściwym, należą do domeny publicznej, to licencja w żaden sposób nie wpływa na ten status prawny.
  • Inne prawa  – Licencja nie wpływa w żaden sposób na następujące prawa:
    • Uprawnienia wynikające z dozwolonego użytku ani innych obowiązujących ograniczeń lub wyjątków prawa autorskiego.
    • Autorskie prawa osobiste autora;
    • Ewentualne prawa osób trzecich do utworu lub sposobu wykorzystania utworu, takie jak prawo do wizerunku lub prawo do prywatności.

 

Uwaga – W celu ponownego użycia utworu lub rozpowszechniania utworu należy wyjaśnić innym warunki licencji, na której udostępnia się utwór.