Creatio Fantastica # 26
Creatio Fantastica XXVI
Bez wstępu. Oby do rzeczy.
Dziewiąty Mag – A. R. Reystone (Red Horse)
Ariel jest weterynarzem żyjącym w realnym świecie. Zostaje zwabiona do świata równoległego, by leczyć ginące smoki. Okazuje się jednak, że to „zaproszenie” to sprawna intryga, bo jest ona potomkiem potężnego Maga. W świecie równoległym odkrywa w sobie potężne moce i umiejętności. Tam spotyka także swoją miłość, ale niemal wszystko sprzysięga się przeciw temu uczuciu.

Recenzja Sławomira Spasiewicza
A.R. Reystone, Dziewiąty Mag
Wydawca: Red Horse
Premiera: 2 października 2009
ISBN: 978-83-60504-42-0
O Autorce:
A. R. Reystone to pseudonim literacki kobiety, która mówi o sobie: nieludzki lekarz zawodowo udzielający się we własnej przychodni dla zwierząt. Stan posiadania: jedno dziecko i czterech kocich terrorystów. Naturę kotów zgłębiła w stopniu doskonałym, dzieci do tej pory zrozumieć nie może, choć prace nad tym trwają... Wolne chwile poświęca uprawianiu hobby, jakim jest bajkopisarstwo dla dorosłych, a inspiracji dostarczają jej ciężkie brzmienia muzyki zespołów Evanescence, Nightwish oraz cudowny głos Tarji Turunen. Uważa książki, muzykę i kino za jedne z najcudowniejszych wynalazków ludzkości. Jest zodiakalnym bykiem, ale ma naturę kota-domatora i tylko kataklizm byłby w stanie wyciągnąć ją z domu. Bardziej od robienia oszałamiającej kariery i udziału w jakże popularnym w dzisiejszych czasach wyścigu szczurów interesuje ją spokojne życie w toskańskim stylu z dobrym winem, niezłą wyżerką oraz gronem sprawdzonych przyjaciół w tle.
Fragment:
– A jak dolośne, to ziośtane oficielem i bede mieć plawidziwy buzidygan! – seplenił wesoło mały chłopczyk o bardzo błękitnych oczach siedzący na kolanach piastuna.
– Jasne, Marcus, jasne. – Opiekun pogładził go po czarnej, niesfornej czuprynie. – Tylko najpierw musisz się dużo uczyć. I bardzo starać. Oficerami zostają wyłącznie najlepsi. To elita, chłopcze. I to tacy, co nie zadzierają nosa i nie grymaszą przy jedzeniu owsianki albo kiedy trzeba iść wcześnie spać. Musisz się jeszcze dużo, dużo uczyć, mój mały. A przede wszystkim muszą cię polubić smoki – powiedział z naciskiem piastun, zaś jego twarz rozjaśnił uśmiech. Marcus był jego ulubieńcem, chociaż dobry opiekun nie powinien faworyzować nikogo.
– Phi! – Dziecko wydęło usta. – I tak ziośtane oficielem! I bede jeździł na śmokach, ziobaciś!
– Marcus, na smokach się NIE jeździ! Nimi się dowodzi. Prawdziwy oficer lata na pegazie, a smoki tylko trenuje... do walki, pamiętasz? – tłumaczył cierpliwie piastun, ale pokręcił głową z dezaprobatą. Upór tego malca czasem działał mu na nerwy.
– Do bani taki inteleś – wykrzyknął zdenerwowany chłopiec – jak sie nie moźna psielecieć na śmoku! – Teraz był bliski płaczu.
Piastun przytulił go do piersi i pogładził po głowie.
– No to może będziesz urzędnikiem albo sklepikarzem? – zaproponował nieśmiało, choć wiedział, że próba ze smokiem wypadła jednoznacznie. Przekomarzał się dla zasady.
– Eeeee, to jeś dla flajelów! – zaprotestowało dziecko. – Bede oficielem i pokieluje najwiekśią almią śmoków, jaką w ziyciu widziałeś!
– Jasne. Oczywiście – zgodził się szybko piastun, żeby uciąć ten spór. „Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz musiał” – dodał w myślach. – A teraz śmigaj do łóżka i nim doliczę do trzech, chcę słyszeć twoje chrapanie. Mówię serio, Marcus! – Zrobił groźną minę, a przynajmniej tak mu się wydawało.
Chłopczyk popędził do swojego łóżka, jakby go troll gonił.
Chwilę później jego buzia we śnie się uśmiechnęła do pięknego smoka i dosiadającej go osoby. Znowu…












